Content Marketing po polsku – naga prawda

Rodzaje jabłek

Niedawno wydano książkę „Content Marketing po polsku” autorstwa Barbary Stawarz. Pewnie bym jej nawet nie zauważył, gdyby nie to, że wpadła w ręce jednego zaprzyjaźnionego SEOwca, który podzielił się fragmentem z książki. Potem pojawił się drugi i trzeci kawałek i pewnie nic nadzwyczajnego by nie wynikło, gdyby treści książki nie zgrzytały z tym co mi wiadomo o aspektach związanych z SEO.

Festiwal SEO 2017 Katowice

Pierwszy kawałek jest o różnych jakościach tekstu. Fragment widzimy poniżej.

Jakość Contentu

Posłużę się przykładem jabłek

Czy zawsze musisz zjeść jabłko najwyższej jakości? Czy można również zjadać jabłka nie najwyższej jakości? To zależy co z nich ma powstać.

  1. Jabłko, które chcesz zjeść powinno wyglądać na zdrowe, być twarde i mieć ładną skórkę.
  2. Jabłko, które chcesz przeznaczyć na szarlotkę w cieście, nie musi już takich warunków spełniać, skórka z jabłka ani jego twardość już nie będą się tak liczyły.
  3. Jabłka, które posłużą jako produkt do wyciśnięcia soku, mogą być nawet spadami, skupowanymi po 2 grosze zeszłej jesieni, gdy wprowadzono na nie embargo.
  4. Jabłuszko na mus, robione metodą domową, też nie musi być najwyższej jakości.

Jaki z tego płynie wniosek. Różne teksty wykorzystywane są w różnych produktach SEO. Jedne się zjada bezpośrednio, jedne się wypieka, jedne się wyciska, inne się wygniata.

Drugi kawałek jest o Algorytmach Google.

zoo google

Ach te algorytmy Google

Ten fragment zrzuciłbym na słabą znajomość „algorytmów Google”. To co zarządza SERPami to nie tylko Panda, Pingwin, Gołąb i Koliber. To także Thin Content, Pay Day Loans, Top Heavy, Page Layout, Venice, Pirate i kilka pewnie się jeszcze znajdzie. Nie można takim skrótem myślowym negować bardzo krótkich tekstów, stron z reklamami i ubogości materiałów wizualnych. Tego ostatniego to nawet nie jestem pewien, czy liczba grafik bądź filmów wpływa na pozycję w SERPach.

Każdy ogarnięty SEOwiec wie, że takie typy stron mogą się mieć całkiem dobrze i nie naruszają „algorytmów Google”.

Dla potomnych podrzucam przyzwoite zestawienie zwierzaków (mojego autorstwa), które OM Polska opublikował w jednym z numerów.

Trzeci kawałek jest o wymaganej liczbie słów na stronie, a ma być ich co najmniej 2000.

2000 słow w TOP10Dowolne hasło?

Weźmy takie jedno z bardziej popularnych (kilkadziesiąt wejść dziennie), dłuższych haseł, które obserwuje od ponad roku: Jak dodać stronę do Google – 5 słów.

Warunek długości zapytania spełniony – PRAWDA.

Liczba słów pierwszego wyniku (http://pomoc.siteor.pl/144716-Jak-dodac-strone-do-wyszukiwarki-Google) – 82 słowa, łącznie z tymi, które składają się na oba adresy URL, które są w treści strony

Teza z książki – FAŁSZ.

Na temat mądrego Kolibra i jego działania polecam ten tekst: Ewolucja wyszukiwania w erze post kolibra.

Obowiązkowo trzeba też przeczytać jak postrzega CM Darek Jurek w artykule „Sztos… czyli Content Marketing po Polsku„.

Niezbędnikiem jest również „Content Marketing – 50+ rad jak tworzyć treści marketingowe

Powyższa opinia powstała tylko na podstawie tych trzech fragmentów. Ja się nie znam na CM, tylko na SEO. Zakładam, że dla osób interesujących się CM będzie to „nowa biblia”.


Masz problem? Potrzebujesz fachowej obsługi z zakresu SEM/SEO ? Skontaktuj się z nami, już dziś! Napisz na kontakt@silesiasem.pl

Zapisz się do newslettera wypełniając pola poniżej. Będziesz na bieżąco ze wszystkimi wydarzeniami związanymi z Silesia SEM i informacjami o marketingu internetowym w sieci. Nie spamujemy.

Zostanie wysłany do Ciebie e-mail potwierdzający: przeczytaj zawarte w nim instrukcje, aby potwierdzić subskrypcję.

Twój email:

 Zapoznałem się z polityką prywatności.
The following two tabs change content below.

Artur Strzelecki

Niezależny specjalista SEM, który upowszechnia wiedzę o marketingu w wyszukiwarkach internetowych. W wolnych chwilach doradza dużym i małym klientom.

6 przemyśleń nt. „Content Marketing po polsku – naga prawda

  1. Cóż, autorka w pewnych momentach mocno promuje swoją wizję – mocno opartą na content marketingu w służbie innych dziedzin e-marketingu. Z jednej strony, to dobrze – jest spójna, z drugiej – czasami zapędza czytelnika w ślepe uliczki, w których brak pewnego obiektywnego spojrzenia na temat. 🙂

  2. Książka ma 150 stron, odejmując wstępy i bibliografię, pewnie z 100-120.
    Jeśli na 100 stron są tylko 3 błędy to chyba nie jest źle?
    Kim że byłby Polak, gdyby się nie przyj… do 3/100 contentu? 🙂

    Nie bronię autorki, zwracam tylko uwagę na kupo-burzę 🙂
    Pozdrav

  3. Ja mam tylko drobną sugestię, aby komentując poszczególne fragmenty nie przekręcać ich przekazu, bo robi się coś w rodzaju głuchego telefonu.

    „Liczba słów pierwszego wyniku (…) – 82 słowa, łącznie z tymi, które składają się na oba adresy URL, które są w treści strony

    Teza z książki – FAŁSZ.”
    W komentowanym fragmencie książki NIE ma napisanego, że na dowolne (do tego polskie) słowo w topie w Google znajdziemy tylko wyniki powyżej 2000 słów. Jest jedynie powołanie się na badania SERP IQ i to wyniki tych badań wykazały, że dla analizowanych (angielskich, co można było sprawdzić po odszukaniu tych badań) fraz faktycznie w top 10 znajdowały się materiały powyżej 2000 słów. Niby detal, ale robi pewną różnicę tym bardziej, jeśli mowa o różnych rynkach.

    Co do fragmentu z podsumowaniem „Nie negocjuj jakości swojego tekstu” – odnosi się on do własnych odczuć autorki i do jej zaleceń, a nie zaleceń Google. Autorka uważa, że nie warto oszczędzać na tekstach i to ma być powód do nagonki?

    Został jeszcze fragment na czerwono, który wg mnie jest dyskusyjny. Nie da się ukryć, że ciekawe teksty szybko rozchodzą się w sieci – pojawiają się naturalne (czyt. zamieszczone bezinteresownie) linki, wzmianki w social media, materiały takie są żywo komentowane. Sami Google Raterzy mają w swoich wytycznych informację o tym, aby oceniając podstronę wziąć pod uwagę zarówno zaangażowanie internautów (w tym komentarze), jak i nakład pracy widoczny m.in. po wzbogaceniu artykułów o dodatkowe materiały, w tym wyniki badań, więc mogą to być również materiały graficzne. Czemu więc bez żadnego potwierdzenia zaprzecza się, że takie elementy mogą być brane pod uwagę także przez algo? Przecież wzmianki w social media nie jest trudno sprawdzić i uwzględnić wśród czynników rankingowych.

    Czy ktoś z Was zaprzeczy, że „Google nie lubi tekstów niewartościowych”? Bo mam wrażenie, że większość skupiła się tu na drobnych błędach w sposobie przekazywania informacji i niepotrzebnie robicie autorce książki czarny PR nakręcając się na niego wzajemnie.

  4. Dodawałam ten komentarz do grupy na FB, więc i tutaj:

    Książka jest o treściach, o budowaniu marki i społecznościach internetowych, a nie o SEO. Tu są dwa fragmenty, gdzie wspomniany jest ten aspekt, i rzeczywiście pobieżnie, bo nie o tym piszę. Skupiam się raczej na tym jakie treści tworzyć, co więcej, nie pod roboty, a dla ludzi przede wszystkim. Ważniejsze dla mnie są persony, insighty konsumenckie i relacje, które CM ma budować, a nie kod źródłowy strony. Również dane o długości tekstu są przytoczeniem analiz, a nie moim widzimisię, bo tak jak autor pisze, że nie zna się na CM, tak ja w ogóle nie zajmuję się SEO sensu stricto. Również w książce.

  5. „Czy ktoś z Was zaprzeczy, że „Google nie lubi tekstów niewartościowych”?” – serio? Mało chwilówek w topach było ;>

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *